„Zawał to stan nagły, choć możemy latami na niego pracować. Wydaje się nam, że jesteśmy zdrowi i nagle pojawia się ból w klatce piersiowej” – mówi prof. Marek Gierlotka, prezes Polskiego Towarzystwa Kardiologicznego. To zdanie trafnie oddaje paradoks choroby, która może rozwijać się długo i niemal niezauważalnie, by nagle stać się zagrożeniem życia.
W Polsce notujemy około 70 tysięcy zawałów rocznie. Zawał mięśnia sercowego ma miejsce wtedy, gdy dopływ krwi do fragmentu mięśnia sercowego jest całkowicie zablokowany. Serce, jako kluczowa pompa krwi, traci wówczas zdolność efektywnej pracy – upośledzony jest przepływ tlenu i składników odżywczych, a komórki mięśnia sercowego zaczynają obumierać.
Bezpośrednią przyczyną jest zwykle zamknięcie tętnicy wieńcowej, najczęściej w wyniku pęknięcia blaszki miażdżycowej i powstania zakrzepu. Proces miażdżycowy rozwija się przez lata i w dużej mierze zależy od czynników ryzyka. Jednym z najważniejszych jest zaburzony metabolizm lipidów – podwyższony poziom cholesterolu LDL, który odkłada się w ścianach naczyń i sprzyja tworzeniu blaszek miażdżycowych. Nie bez powodu lipidy stają się jednym z najczęściej monitorowanych parametrów w profilaktyce chorób sercowo-naczyniowych.
Wysoki cholesterol często przebiega bezobjawowo, dlatego jego rola bywa niedoceniana. W połączeniu z innymi czynnikami – nadciśnieniem, cukrzycą, paleniem tytoniu – znacznie zwiększa ryzyko zawału. Gdy dochodzi do ostrego zdarzenia, pacjenci doświadczają silnego, uciskającego bólu w klatce piersiowej, duszności i lęku – symptomy, które wymagają pilnej reakcji.
W całym łańcuchu działań – od profilaktyki, przez diagnostykę, po leczenie – kluczową rolę odgrywa diagnosta laboratoryjny. To dzięki precyzyjnym, rzetelnym badaniom możemy wcześnie wykrywać nieprawidłowości lipidowe, monitorować czynniki ryzyka i w ostrych stanach wspierać szybką diagnostykę zawału. Bez ich pracy decyzje kliniczne byłyby mniej trafne, a opieka nad pacjentem – mniej skuteczna.
Źródło: https://tiny.pl/rxvg_7r0d